Forge Of Baldur

Więcej niż trunek. Piwo w społeczeństwie, prawie i wierzeniach dawnej Północy

W świecie wikingów piwo nie było jedynie napojem służącym rozrywce – stanowiło fundament przetrwania, rygorystycznie przestrzegany element prawa, a także miało powiązania z magią. Piwem raczyli się wszyscy, bez względu na status społeczny. Piły go dzieci i starcy, wojownicy i służba, kobiety… a nawet bogowie. Niniejszy artykuł zabierze Was w piwną podróż poprzez ziemie dawnej Północy. Dowiecie się, jak wikingowie warzyli piwo, z jakich naczyń je pili (przy okazji obalimy pewne mity, a repliki z mojej własnej kolekcji posłużą nam za przykład), poznacie piwne historie zapisane w Eddach, przeczytacie o runach piwnych, uroczystych rytuałach (bo nie były to tylko zwykłe pijatyki), ale także o surowych prawach i o tym, co groziło za niewywiązanie się z obowiązku uwarzenia piwa (a kary były naprawdę surowe!). No więc piwo w dłoń i zaczynamy!

Jakie piwo pili wikingowie?

W źródłach staronordyckich występują dwa główne określenia na ten trunek: öl oraz bjórr. I wbrew pozorom nie były to synonimy, ale dwa zupełnie różne napitki.

Öl (ale) było to piwo górnej fermentacji, warzone głównie ze słodu jęczmiennego. Na dawnej Północy nie traktowano go jak zwykłej używki – stanowiło ono fundamentalny, ale i bezpieczny (ze względu na niską zawartość alkoholu i brak groźnych bakterii, które mogły występować w zanieczyszczonej wodzie) element codziennej diety, który dawał siłę do ciężkiej pracy i pozwalał przetrwać surowe zimy. Napój ten przypominał gęsty, pożywny „płynny chleb”, nasycony kaloriami.

Proces warzenia i składniki używane do produkcji piwa w tamtych czasach znacznie różniły się od nowoczesnych technik. Chmiel nie był jeszcze standardem, tak jak obecnie. Wikingowie warzyli öl głównie z podstawowych składników, takich jak jęczmień i woda. Jęczmień, powszechnie uprawiane zboże, stanowił główne źródło fermentowalnych cukrów niezbędnych do produkcji tego trunku. 

Cały proces warzenia öl zaczynał się od słodowania, czyli moczenia jęczmienia w wodzie, aż do momentu wykiełkowania. Następnie suszono go i rozdrabniano. Kolejnym krokiem było zacieranie, polegające na zalaniu ziarna gorącą wodą w celu wydobycia cukrów. Tak powstawała tzw. brzeczka.

Kluczowy etap, czyli podgrzewanie brzeczki, rzuca światło na realia tamtej epoki. Wielkie metalowe kotły były wtedy rzadkim luksusem, dlatego wikingowie używali masywnych, drewnianych kadzi. Aby doprowadzić płyn do wrzenia, wrzucali do niego rozżarzone, gładkie kamienie browarnicze (bryggestein), które wyciągali prosto z ogniska. Ta czynność sterylizowała napój, eliminując groźne patogeny. Karmelizowała też cukry, nadając piwu unikalny posmak.

Trwałość i specyficzny charakter wikińskiego trunku zapewniały dzikie zioła, głównie bagno zwyczajne oraz krwawnik. Miały one działanie antyseptyczne i konserwujące. 

Po odfiltrowaniu pierwszej, najmocniejszej partii brzeczki przez gałęzie jałowca, pozostałe  ziarno zalewano wodą ponownie. Tak powstawało tzw. wtórne piwo (często nazywane też piwem cienkim lub małym) – słaby, mętny wywar o zawartości ok. 1–2% alkoholu. Był to napój użytku codziennego, podawany również dzieciom i służbie w celu nawodnienia i odżywienia organizmu (bez ryzyka upojenia).

Fermentacja zaczynała się po schłodzeniu, gdy do kadzi wkładano kawałki drewna (tzw. kveikstokk), w których szczelinach żyły kultury drożdży.

Gotowy trunek gospodarz osobiście błogosławił w imię starych bogów, a w późniejszych wiekach – Chrystusa i Maryi. 

Z kolei bjórr uchodził za napój mocniejszy i szlachetniejszy. Uważa się, że był znacznie klarowniejszy i miał wyższą zawartość alkoholu niż powszechne öl. Historycy i lingwiści często łączą ten termin z mocnymi napojami fermentowanymi na bazie owoców lub miodu. Nie był to napój do codziennego posiłku. Bjórr pojawia się w źródłach jako trunek luksusowy, produkowany w mniejszych ilościach na specjalne okazje dla elit (królów i jarlów) i na największe uczty. To właśnie ten napitek uchodził za godny bohaterów.

Różnica między tymi dwoma rodzajami piwa była tak istotna, że przetrwała nawet w mitologii: w pieśni Alvíssmál (Pieśń o Alvisie) dowiadujemy się, że choć ludzie piją öl, to dla bogów (Asów) godnym trunkiem jest właśnie bjórr. 

W zwrotce 34 Alvíssmál bóg Thor pyta karła Alvisa o to, jak nazywa się trunek, spożywany przez ludzi:

„Powiedz mi, Alwisie – gdyż wiem, że znasz losy wszystkich stworzeń, karle:
Jak nazywają piwo, które piją synowie ludzi,
W każdym ze światów?”

Alvis odpowiada w zwrotce 35, wskazując na hierarchię i różnorodność nazw:

„Ludzie nazywają je 'Öl’, Asowie zaś 'Bjórr’,
Wanowie 'Veig’ (trunek mocy), olbrzymy 'Hreinalög’ (czysty wywar),
W świecie Helu to 'Mjöd’, a synowie Suttunga zwą je 'Sumbl’ (napój biesiadny).”

Warto dodać, że w różnych przekładach często spotyka się interpretacje oparte na licencjach poetyckich, które – choć piękne literacko – bywają niekiedy odległe od źródłowego znaczenia tych słów (albo zupełnie niezrozumiałe). W swojej analizie zdecydowałam się na przekład bezpośredni, który moim zdaniem najlepiej oddaje pierwotny sens i charakter tych staronordyckich nazw. 

Z czego pili piwo wikingowie?

Popkultura zakorzeniła w naszych głowach jeden stereotypowy obraz: potężny wojownik żłopiący piwo z  wielkiego, zdobionego rogu. Albo nawet z czaszki pokonanego wroga. I o ile picie z czaszki to wierutna bzdura (nieznajdująca potwierdzenia w znaleziskach archeologicznych), tak rogi do picia owszem, były obecne, ale sprawa nie była taka oczywista…

Na dawnej Północy naczynie, z którego pito, mówiło wiele o charakterze uroczystości, a nawet o statusie społecznym samego pijącego. Wikingowie korzystali głównie z trzech rodzajów naczyń: drewnianych mis, kubków i czerpaków, rogów oraz z importowanego szkła. Ceramika, gruba i ciężka, była w tym okresie rzadkością.

Do picia zwykłego, powszedniego öl służyły proste miski, kubki oraz czerpaki – najczęściej brzozowe, olchowe lub lipowe. Często wykonywano je metodą toczenia, choć mniejsze kubki bywały również drążone ręcznie. Takie naczynia były tanie, lekkie i wytrzymałe. To z nich piła większość społeczeństwa, od dzieci przez służbę, aż po wolnych gospodarzy. Bardziej zamożni okuwali je metalowymi obręczami, co chroniło drewno przed pękaniem i podnosiło prestiż naczynia. Drewniane naczynia można było przymocować do pasa – w takiej postaci towarzyszyły każdemu wędrowcowi, myśliwemu czy wojownikowi.

Rogi do picia (drykkjarhorn) owszem istniały, ale były to naczynia świąteczne i ceremonialne. Używano ich podczas formalnych uczt, takich jak np. Sumbl (o którym przeczytacie w dalszej części artykułu), czy w trakcie wnoszenia uroczystych toastów. Rogi miały jedną kluczową cechę: przez swój kształt nie dało się ich postawić na stole. Napełniony róg trzeba było więc albo wypić do dna, albo podać dalej w kręgu – co idealnie spajało biesiadującą wspólnotę. Zwykli ludzie używali rogów pospolitego bydła domowego. Elita – jarlowie i królowie – sprowadzała ogromne rogi turów lub żubrów, które na krawędziach i czubkach okuwano brązem lub srebrem.

Wbrew powszechnemu przekonaniu, autentyczne naczynia z epoki wikingów rzadko były pokrywane misternymi rzeźbieniami na całej swojej powierzchni. Większość zachowanych egzemplarzy wskazuje na to, że rogi były gładkie i starannie wypolerowane, a ich główną dekorację stanowiły kunsztowne, metalowe okucia. Jeśli zaś na rogu pojawiał się jakiś wzór, ograniczał się on do prostych, płytko rytych linii geometrycznych, motywu jodełki lub skromnej plecionki, które podkreślały kształt samego naczynia. Inskrypcje runiczne na rogach należały do rzadkości. Nie miały one funkcji dekoracyjnej, ale miały związek z magią lub były oznaczeniem własności. Bogato rzeźbione rogi pokryte gęstymi motywami roślinnymi, płaskorzeźbami przedstawiającymi ludzi i zwierzęta czy długimi inskrypcjami to w rzeczywistości o wiele młodsze wyroby. Pochodzą one z okresu późnego średniowiecza oraz z kolejnych wieków, kiedy to na skandynawskich wsiach rozwinęła się tradycja ludowego zdobnictwa.

Jeśli wódz chciał pokazać swoim gościom absolutną dominację, status i bogactwo, na stół wjeżdżało… szkło. Na Północy był to towar luksusowy i egzotyczny, sprowadzany głównie z Państwa Franków oraz Nadrenii. Posiadanie czegoś tak kruchego i potwornie drogiego w tamtych czasach było bardziej prestiżowe niż jakakolwiek złota biżuteria.

Szkło sprowadzane na Północ miało bardzo charakterystyczny wygląd, który diametralnie różnił się od dzisiejszych, idealnie przejrzystych szklanek. Wikingowie nie znali bezbarwnego szkła – przez zanieczyszczenia żelazem w piasku, używanym w nadreńskich hutach, szkło z tamtego okresu miało kolor oliwkowy, jasnozielony, żółtawo-zielony lub niebiesko-zielony. Ścianki naczyń były pełne zatopionych w środku mikroskopijnych pęcherzyków powietrza, smug i nierówności, ponieważ ówczesne huty nie potrafiły idealnie oczyścić płynnej masy szklanej. Aby naczynia były trwalsze i mniej śliskie w tłustych od biesiadnego jedzenia dłoniach, hutnicy bardzo często zdobili je zewnętrznym oplotem. Na dmuchany puchar nawijano gorące, ciągnące się szklane nici, tworząc na powierzchni wypukłe wzory: spiralne linie, siatki lub pionowe żebra. Zdarzały się też puchary zdobione szklanymi „kroplami” (wypustkami), które gwarantowały pewny chwyt podczas picia.

Większość importowanego szkła, które trafiało do Skandynawii w epoce wikingów, to tzw. puchary lejkowate oraz puchary stożkowe. Naczynia te – podobnie jak rogi – nie miały płaskiego dna ani nóżki. Zwężały się ku dołowi, kończąc się ostrym szpicem lub zaokrąglonym dnem. Oznaczało to, że puchar przez całą ucztę trzeba było trzymać w dłoni, a odstawić można go było dopiero po całkowitym opróżnieniu.

Poniżej możecie zobaczyć naczynia do picia z mojej własnej kolekcji: róg – przykład współczesnej interpretacji z ozdobnym grawerunkiem i ręcznie kutym metalowym stojakiem oraz drewniany nabierak, wiernie oddający codzienny charakter surowego i praktycznego naczynia codziennego użytku.Prawdziwe naczynia wikingów - naturalny róg oraz historyczny nabierak.

Piwo w mitologii nordyckiej

W mitologii piwo płynęło strumieniami, a bogowie regularnie biesiadowali u olbrzyma Ægira, który warzył je w gigantycznym kotle. Sam Odyn w pieśni Hávamál poświęcał piciu alkoholu sporo uwagi, choć surowo przestrzegał przed utratą kontroli. Radził, by pić tak, by zachować jasność umysłu, bo tylko trzeźwy osąd pozwalał przetrwać w surowym świecie północy.

„Nie ma lepszego ciężaru na drogę
Niż wielka mądrość;
Nie ma gorszego zapasu na drogę
Niż nadmierne picie piwa.

Nie jest tak dobre, jak mówią, że jest,
Piwo dla synów ludzkich;
Bo im więcej pijesz, tym mniej masz władzy
Nad własnym umysłem.

Nad biesiadnikami czuwa bowiem 'czapla niepamięci’,
To ona kradnie człowiekowi rozum;
Skrzydłami tego ptaka byłem spętany
W dworze Gunnlöd.”

Ale najciekawszą z piwnych historii spisanych w Eddach jest według mnie ta, która mówi o tym, jak kocioł do warzenia piwa w ogóle trafił w ręce Ægira.

Pewnego razu spragnieni uczt bogowie przybyli do położonego na brzegu morza wielkiego dworu olbrzyma Ægira. Thor nakazał by ten przyszykował dla nich ucztę. Ægir nie miał ochoty karmić Asów, ale jeszcze bardziej nie miał ochoty na walkę z nimi, dlatego wpadł na pewien podstęp. Obiecał bogom najwspanialszą ucztę do jakiej kiedykolwiek zasiadali, jednak postawił jeden warunek: musieli przynieść mu kocioł na tyle duży, by mógł w nim uwarzyć dla nich wszystkich piwo. Wiedział doskonale, że Asowie nie dysponują tak wielkim naczyniem…

Zmartwieni bogowie doszli do wniosku, że taki kocioł prawdopodobnie nie istnieje. Jednak sytuację uratował Tyr, bóg wojny. Poinformował Thora, że jego ojczym, potężny olbrzym Hymir, posiada kocioł o głębokości jednej mili – widział go na własne oczy. Dwójka bogów czym prędzej wsiadła na wóz zaprzężony w kozły i udała się do mrocznej warowni jötuna.

Na miejscu bogowie poznali matkę Tyra, piękną olbrzymkę odzianą w złoto, oraz jego babkę – groźne monstrum o dziewięciuset głowach. Matka boga wojny obawiała się o życie gości, wiedząc, że Hymir bywa skrajnie niegościnny i krewki. Dlatego, gdy tylko usłyszała, że olbrzym wraca z polowania, ukryła Thora i Tyra w bezpiecznym miejscu hali – za filarem, nad którym zawieszone były wielkie kotły.

Zgodnie z przewidywaniami olbrzymki, Hymir wpadł w gniew. Gdy żona wyjawiła mu obecność syna i jego towarzysza, którzy przybyli po kocioł do warzenia piwa, olbrzym spojrzał na filar z tak potężną wściekłością, że ten pękł. Osiem wiszących na nim kotłów runęło na ziemię i potłukło się w drobny mak. Przetrwał tylko jeden, ten największy.

Choć wściekły, Hymir musiał uszanować święte prawo gościnności. Nakazał ubić trzy woły na wieczerzę. Thor jednak, słynący z monstrualnego apetytu, sam zjadł dwa całe woły. Przerażony brakiem zapasów (jedzenia miało starczyć na kilka dni) Hymir oświadczył, że nazajutrz o świcie muszą udać się na wyprawę na ryby.

Gdy nastał ranek, Hymir nakazał Thorowi aby poszukał dla siebie przynęty. Wysłał go w pole, na którym pasły się woły. Co zrobił Gromowładny? Znalazł najbardziej majestatycznego i najtłustszego z byków (ulubieńca Hymira), po czym rąbnął go między oczy, zabijając na miejscu. Następnie oderwał mu łeb, schował do worka i zaniósł na łódź, która wypłynęła na ocean. Thor skierował łódź ku dalekim głębinom, chociaż jötun ostrzegał, że to niebezpieczne –  żył tam wąż Midgardu.

Łowy Hymira były udane. Wyłowił dwa olbrzymie wieloryby, największe jakie Thor kiedykolwiek oglądał. Wtedy bóg piorunów wyciągnął z worka swoją przynętę. Nadział głowę wołu na hak i wrzucił ją do oceanu. Wtedy Jörmungandr chwycił przynętę. Haczyk wbił mu się głęboko w podniebienie. Thor potraktował to jako szansę na pozbycie się olbrzymiego węża. Chwycił za linę i próbował wciągnąć potwora na pokład. Wąż wił się w wodzie, plując jadem. Próbując się uwolnić, wciągał łódź coraz dalej w wodną otchłań. Ale jego siły słabły i Thor stopniowo przyciągał go do łodzi. Kiedy monstrum znalazło się odpowiednio blisko, Thor uniósł swój młot Mjölnir, by roztrzaskać Jörmungandrowi łeb. Wtedy przerażony wizją końca świata Hymir przeciął linę. Wąż uciekł z powrotem do głębin.

Wrócili do brzegu w milczeniu. Hymir, chcąc ratować swój honor, rzucił Thorowi podwójne wyzwanie. Najpierw kazał mu zanieść łódź wraz z wielorybami pod samą halę – co Thor uczynił, niosąc cały ten przybytek na plecach. Następnie olbrzym wyzwał boga piorunów na próbę siły, każąc mu strzaskać swój magiczny puchar. Thor cisnął naczyniem w kamienne filary, lecz te obróciły się w pył, a puchar pozostał nienaruszony. Wtedy matka Tyra szepnęła Thorowi sekret – miał uderzyć w czaszkę samego Hymira, która była twardsza niż cokolwiek na świecie. Władca piorunów zebrał całą moc i cisnął puchar prosto w czoło siedzącego olbrzyma. Głowa jötuna przetrwała, ale puchar w końcu pękł na pół.

Widząc pęknięty puchar, Hymir zapłakał nad stratą swojego skarbu i ogłosił swoją porażkę. Uznając wyższość boga, powiedział Asom, że mogą zabrać wielki kocioł do warzenia piwa, jeśli tylko zdołają go wynieść z hali. Liczył jednak na to że, bogowie nie podołają wyzwaniu, kocioł był bowiem monstrualnie ciężki. Tyr spróbował pierwszy, ale nie poruszył go nawet o milimetr. Thor natomiast chwycił kocioł za krawędzie, zarzucił go sobie na głowę niczym gigantyczny hełm (tak, że obręcze brzęczały mu wokół pięt) i ruszył do wyjścia, zostawiając olbrzymów z rozdziawionymi ustami. 

Asowie opuścili dwór i ruszyli w drogę powrotną. Ich triumf nie trwał jednak długo. Gdy Thor obejrzał się za siebie, zobaczył zbliżającą się armię jötunów, dowodzoną przez Hymira. Olbrzymi chcieli odzyskać swój kocioł. Niestety jeden z kozłów Gromowładnego kuśtykał i chwiał się pod ogromnym ciężarem kotła (kiedyś złamano mu nogę, co było sprawką Lokiego, ale to już inna historia), dlatego konfrontacja z olbrzymami była nieuchronna. Thor podniósł swój młot. Zabijał jötunów jednego po drugim, aż w końcu ziemia spłynęła krwią.

Zwycięzcy dostarczyli kocioł do hal Ægira. Morski olbrzym otrzymał naczynie, jakiego zażądał i dotrzymał słowa. Od tamtej pory, podczas każdego jesiennego przesilenia, u Ægira odbywała się wielka uczta, na której piwa uwarzonego w kotle Hymira nigdy dla bogów nie brakowało.

Polecam Wam również wersję tej historii zapisaną przez Neila Gaimana w jego „Mitologii nordyckiej”. Zawiera dużo wątków humorystycznych, których nie znajdziecie w Eddach. Np. babka Tyra kroi cebule wielkie jak głazy i kapusty wielkości łodzi, każda z jej głów jest szkaradniejsza niż poprzednia, a Hymir wraca na ląd niesiony przez Thora razem z łodzią i upolowanymi wielorybami 😉

Runy piwne (ölrúnar)

Ale piwo nie było tylko pożywnym napojem czy uciechą bogów. Miało też wymiar magiczny. W mitologii nordyckiej i sagach pojawiają się wzmianki o runach piwnych (staronordyckie ölrúnar). Ich zadaniem była ochrona przed otruciem, zdradą oraz zapewnienie, że nikt nie złamie zasady gościnności wobec pijącego. Aby magia zadziałała, znaki należało wyryć na rogu do picia lub pucharze, a także na ciele – konkretnie na grzbiecie dłoni oraz na paznokciu kciuka.

Wokół tego rytuału narosło jednak sporo językowego zamieszania, ponieważ w literaturze ta sama runa pojawia się pod dwiema różnymi nazwami: Naudiz oraz Naudr. Skąd to się wzięło?Wynika to z faktu, że mity nordyckie przeszły bardzo długą drogę, zanim ktokolwiek zapisał je na papierze. Opowieści o bogach i runach piwnych rodziły się setki lat przed erą wikingów (w epoce wędrówki ludów). Ówcześni Germanie używali alfabetu złożonego z 24 znaków, nazywanego starszym futharkiem. W tym pierwotnym systemie runa odpowiedzialna za ochronę napoju nazywała się Naudiz (ᚾ). Kiedy nastały czasy wikingów (VIII–XI wiek), stary alfabet uległ uproszczeniu i skróceniu do zaledwie 16 znaków – powstał tzw. młodszy futhark. Wikingowie, którzy śpiewali pieśni o runach piwnych i rzeźbili je na swoich pucharach, używali już tej nowszej wersji. W ich języku ta sama runa zmieniła nazwę na Naudr. Wszystkie te historie zostały ostatecznie spisane dopiero w XIII wieku przez chrześcijańskich skrybów na Islandii. W tekstach zachowali oni wiedzę o dawnych rytuałach, ale używali nazw bliższych epoce wikingów.

Niezależnie od tego, czy ww. runę nazwiemy prastarym mianem Naudiz, czy bliższym wikingom słowem Naudr, znaczenie tego znaku pozostawało niezmienne: oznaczała ona „potrzebę”, „przymus” lub „utrapienie”. Wybór tej konkretnej runy miał wymusić na rzeczywistości ujawnienie prawdy. Miała ona zablokować złe intencje osoby, która podawała trunek.

Najbardziej szczegółowe instrukcje dotyczące tego rytuału odnajdujemy w Eddzie Poetyckiej, a dokładnie w pieśni Sigrdrífumál (Pieśń o Sygrdryfie). W strofach 7. i 8. walkiria Sygrdryfa udziela herosowi Sigurdowi bezpośrednich rad, jak należy stosować runy piwne, aby uchronić się przed podstępem i zdradą: 

„Runy piwne poznaj, by obca kobieta
Wiary twej nie zawiodła, gdy ufasz;
Na rogu je rzeźbij i na grzbiecie dłoni,
I znak Naudr na paznokciu.

Puchar należy zakląć, przed niebezpieczeństwem chronić,
I wrzucić por* do wywaru;
Wtedy wiem dobrze, że nigdy dla ciebie
Miód zdradą zaprawiony nie będzie.”

*W oryginalnym tekście Sigrdrífumál walkiria używa słowa laukaz. W języku staronordyckim słowo to oznacza czosnek niedźwiedzi lub por – roślinę uważaną za magiczną.

Najlepszy dowód na to, jak wikingowie rozumieli działanie run piwnych w praktyce, znajduje się w Sadze o Egilu (staronord. Egils saga Skallagrímssonar) w rozdziale 44. Genialny skald i bezwzględny wojownik Egil Skallagrímsson przebywał na uczcie u Bárðra, jednego z ludzi króla Eryka Krwawego Topora. Bárðr, na polecenie królowej Gunnhildy, która szczerze nienawidziła Egila, postanowił go otruć. Do rogu z piwem przeznaczonego dla Egila dodano śmiertelną truciznę, ale bohater natychmiast wyczuł podstęp. Zamiast się napić, wyciągnął nóż, naciął swoją dłoń i krwią nakreślił na pucharze runy ochronne, wypowiadając przy tym magiczne zaklęcie, w którym wezwał do sprawdzenia intencji gospodarza. W tym samym momencie róg pękł, a zatruty trunek rozlał się na ziemię.

Omawiając temat run piwnych, warto wspomnieć o słowie ALU, zapisywanym w alfabecie runicznym jako ᚨᛚᚢ, które w literaturze popularnonaukowej bywa z nimi łączone, choć jego dokładne znaczenie pozostaje dla badaczy zagadką. Zapis ten składa się z trzech konkretnych run starszego futharku, z których każda w tym systemie pisma miała swoją przypisaną nazwę i podstawowe znaczenie pojęciowe:

  • ᚨ (A) – Ansuz: oznacza „boga” lub „jednego z asów” (w mitologii nordyckiej główną linię bogów, z Odynem na czele),
  • ᛚ (L) – Laguz: oznacza „wodę”, „jezioro” lub ogólnie „płyn” (w popularnych artykułach internetowych środkowa runa bywa błędnie nazywana „runą pora” (Laukaz), co ma na siłę powiązać ten zapis z instrukcją z Eddy Poetyckiej),
  • ᚢ (U) – Uruz: oznacza „tura” (dzikiego, wymarłego dziś ssaka), co w symbolice germańskiej oznaczało siłę, zdrowie i witalność. 

Istnieją dwa główne nurty interpretacji tego prastarego zapisu. Część językoznawców łączy słowo alu etymologicznie z pragermańskim aluþ, czyli z piwem właśnie. Według tej teorii słowo oznaczające trunek z czasem zyskało status formuły ochronnej. Z kolei inni badacze odrzucają ten trop, wywodząc alu od indoeuropejskich korzeni oznaczających „ochronę” lub „tabu” – w tym kontekście było to po prostu uniwersalne zaklęcie mające odpędzać zło.

Inskrypcje ALU znajdowano na różnych artefaktach z pierwszych wieków naszej ery: od medalionów, przez przedmioty codziennego użytku, aż po urny, co sprawia, że jednoznaczne powiązanie go wyłącznie z kulturą picia piwa jest niemożliwe do udowodnienia.

Rytuał sumbl

Kluczowym momentem życia nordyckiej wspólnoty był rytuał sumbl
(lub, ze staroangielskiego, symbel). W odróżnieniu od zwykłej biesiady z jedzeniem i świętowaniem (określanej jako veizla lub gildi), była to sformalizowana, wręcz sakralna biesiada, na której ważyły się losy jednostek i całych społeczności. Sumbl było rytuałem skupionym wyłącznie na piciu, przemowach i magii słowa. Zazwyczaj odbywało się wewnątrz zamkniętej przestrzeni, najczęściej w głównej hali wodza (mjöðhall).

Sumbl miało rygorystyczny scenariusz, nad którego przebiegiem czuwał gospodarz (król, wódz) oraz kobieta wysokiego rodu (często żona wodza), która roznosiła trunek. Gospodarz zajmował „wysokie krzesło” (öndvegi) i podnosząc pierwszy róg lub puchar z piwem (lub miodem pitnym) rozpoczynał rytuał. Kolejność picia nie była kwestią przypadku – decydował o niej status społeczny biesiadników. Roznosząca trunek pani domu nie była więc zwykłą kelnerką, a jej rundy między ławami miały potężną wagę polityczną. Podając róg konkretnemu wojownikowi we właściwym momencie, publicznie pokazywała, jakie jest jego miejsce w hierarchii drużyny. Jako strażniczka biesiadnego ładu i zasady gościnności, miała również za zadanie łagodzić obyczaje dumnych mężczyzn. Pominięcie kogoś przy rogu uznawano za ciężką zniewagę, która nierzadko kończyła się krwawą zemstą. Każdy uczestnik, zanim uniósł róg do ust, musiał wygłosić przemowę, toast lub złożyć deklarację. 

Zgodnie z tradycją opisaną przez Snorriego Sturlusona, podczas Sumbl wznoszono trzy kluczowe toasty. Pierwsza runda dedykowana była bogom – Odynowi, Njördowi czy Frejrowi – jako prośba o zwycięstwo, pokój i urodzaj; a po chrystianizacji Chrystusowi, Maryi i świętym. Druga runda należała do przodków oraz poległych bohaterów (minnisfull), których pamięć w ten sposób czczono. Trzecia runda miała z kolei bezpośredni wpływ na losy żyjących wojowników. To wtedy składano uroczyste ślubowania (heitstrenging), w trakcie których wojownik publicznie zobowiązywał się do dokonania konkretnego, niezwykle trudnego czynu bojowego.  

Kulminacyjnym momentem tego etapu było wzniesienie tzw. bragarfull„puchar obietnic” lub „puchar wodza”. Był to napełniony po brzegi róg o ogromnym znaczeniu społecznym i prawnym. Wojownik składający ślubowanie musiał powstać ze swojego miejsca, wznieść puchar wysoko w górę, uświęcając go gestem młota Thora, wypowiedzieć przysięgę, a następnie wychylić trunek do samego dna.

To właśnie w tej fazie sumbl, gdy alkohol podgrzewał atmosferę, dochodziło do tradycyjnego porównywania mężów (manna-jöfnuðr). Był to moment, w którym dumni wojownicy prześcigali się w opowieściach o swoich zasługach, spierając się publicznie o to, który z nich jest dzielniejszy, dokonał większych czynów lub cieszy się większym uznaniem wodza. W połączeniu z mocnym miodem lub piwem, te słowne utarczki regularnie stawały się zarzewiem krwawych, śmiertelnych biesiadnych konfliktów. 

W sagach królewskich bragarfull pojawia się jako kluczowy element sukcesji i legalizacji władzy, na przykład podczas styp pogrzebowych (erfi). Nowy wódz lub pretendent do tronu zyskiwał pełne, usankcjonowane tradycją prawo do objęcia miejsca po zmarłym władcy dopiero wtedy, gdy przyjął ten ceremonialny puchar i uroczyście zobowiązał się przed drużyną do kontynuowania wielkich czynów swojego poprzednika lub pomszczenia jego śmierci.

Słowa wypowiedziane pod wpływem alkoholu w trakcie sumbl nie były traktowane jak pijackie przechwałki – wierzono, że zostają one trwale wplecione w sieć kosmicznego losu (Wyrd), stając się częścią nienaruszalnego, pierwotnego prawa i przeznaczenia, zwanego ørlög. Złamanie ślubowania złożonego nad bragarfull oznaczało rzucenie wyzwania tym kosmicznym siłom oraz całkowitą utratę honoru. Człowiek, który dopuścił się takiej zdrady, zyskiwał miano wyrzutka i tchórza (níðingr). Piętno to niosło za sobą całkowity ostracyzm i śmierć cywilną; níðingr był wykluczany ze społeczności i wyjmowany spod prawa, co oznaczało, że każdy mógł go bezkarnie zabić. 

Kara za brak piwa na święta?

W krajach dawnej Północy warzenie piwa nie było tylko rozrywką czy przywilejem, ale też prawnym i religijnym obowiązkiem każdego wolnego gospodarza. Przepisy to regulujące funkcjonowały w różnych regionach Skandynawii – od szwedzkiego prawa prowincjonalnego (Östgötalagen) po inne części Norwegii. Najbardziej bezwzględny i najlepiej udokumentowany zapis przetrwał w norweskim kodeksie Gulathing (Gulaþingslög), którego najstarsze regulacje sięgają X wieku.

Zgodnie z zachowanymi zapisami, małżonkowie mieli prawny nakaz przygotowania alkoholu na najważniejsze święta w roku (m.in. na Yule, a po przyjęciu chrześcijaństwa – na noc Bożego Narodzenia). Oryginalny przepis głosił: „Piwo musi zostać uwarzone z miary słodu wniesionej w równym udziale przez gospodarza i gospodynię”. Wokół tego zdania narosło sporo mitów, jakoby wikingowie ważyli małżonków i kazali im warzyć tyle piwa, ile sami ważą. W rzeczywistości chodziło o to, by słód pochodził ze wspólnego, wnoszonego po połowie majątku małżonków, którzy byli w tym obowiązku równo odpowiedzialni przed prawem.

Przepisy nakładały na gospodarstwo sztywny obowiązek zużycia co najmniej trzech mælar słodu (około 48 litrów surowego ziarna), z czego powstawało od 100 do 130 litrów mocnego piwa świątecznego. Biedniejsi rolnicy musieli zrzucić się w trzech na jedno sáld (około 100 litrów słodu) i uwarzyć trunek wspólnie – nikt nie mógł wykręcić się brakiem zasobów. Gotowy napój musiał zostać publicznie pobłogosławiony w imię bogów, a w poźniejszym okresie „w podzięce Chrystusowi i Świętej Maryi, za dobry rok i pokój”.

Zignorowanie nakazu warzenia piwa było traktowane jak poważne przestępstwo przeciwko porządkowi publicznemu. System kar nie znał litości. Za niedopełnienie obowiązku warzenia piwa na czas gospodarz musiał zapłacić grzywnę w wysokości trzech marek srebra na rzecz biskupa. Jeśli rolnik zaś nie uwarzył piwa przez trzy zimy z rzędu lub odmawiał zapłaty kar, tracił prawo do wszystkiego, co posiadał. Jego majątek konfiskowano i dzielono po połowie między króla i biskupa, a sam winowajca zostawał wygnany z kraju.

Dlaczego prawo było tak bezlitosne? W świecie nordyckim odmowa udziału we wspólnym warzeniu piwa i biesiadowaniu oznaczała, że gospodarz nie chce „mieszać swojego przeznaczenia” z resztą klanu. W społeczeństwie, gdzie wspólny los (ørlög) splatał się przy ceremonialnym rogu, taka postawa czyniła człowieka podejrzanym o najgorsze zbrodnie: potajemne uprawianie zakazanej magii, knucie zdrady lub jawny bunt przeciwko władzy. Piwo stanowiło więc pieczęć lojalności – kto nie pił z sąsiadami, stawał się wrogiem.

Współcześni badacze sugerują, że chodziło również o politykę i wiarę. Królowie tacy jak Hakon Dobry chcieli „ochrzcić” pogańskie zwyczaje. Zamiast zakazywać toastów za starych bogów, prawnie nakazali wznosić je za Chrystusa i Maryję, płynnie wpisując dawną tradycję w ramy nowego porządku.


Dziś nikt nie postawi Was przed biskupim sądem za brak domowego piwa na święta, a runy na dłoniach częściej widuje się jako tatuaże niż jako wyryte na paznokciach magiczne narzędzie przetrwania. I choć biesiadujemy w innych okolicznościach, myślę, że ten pierwotny, nordycki kult wspólnoty wciąż ma w sobie coś, co warto pielęgnować.

Gdybyście dzisiaj mieli zasiąść do sumbl w dawnej hali, jestem ciekawa, jaką jedną obietnicę – bez względu na wszystko – bylibyście w stanie złożyć publicznie przed swoją drużyną? Czekam na Wasze odpowiedzi. Skål!

Tekst przygotowała: Iwona Strychalska

Od lat jestem zanurzona w świecie nordyckich legend, wikingów i dawnych wierzeń Północy – tym samym, którym od niedawna mogę dzielić się z Wami w ramach projektu Forge of Baldur. Moja codzienność, od wystroju mieszkania, przez wygląd i tatuaże, aż po wspomnienia z wypraw na Islandię, jest nierozerwalnie związana z tym dziedzictwem, co staram się oddać w każdym moim wpisie na Instagramie.

Obecnie pracuję nad książką Nine Realms of Sorrow – to zbiór moich wierszy i ręcznie tworzonych ilustracji, przesiąknięty mitologią, folklorem i duchem dawnych wojowników. Zabiorę Was w podróż przez dziewięć mitycznych krain, gdzie zdrada, śmierć i melancholia przeplatają się z echami zamierzchłych czasów. A żebyście nie zgubili się w tych ruinach, przygotowałam słowniczek – to klucz, który pozwoli Wam zgłębić sekrety skaldycznych pieśni, staronordyckich pojęć oraz zapomnianych rytuałów. Jeśli chcecie towarzyszyć mi w tej wędrówce i odkrywać Północ razem ze mną, zaobserwujcie mój profil! 

Post Image

Wikingowie – Kim byli legendarni wojownicy z północy? Historia i fakty

Wikingowie fascynują i inspirują nas swoimi niezwykłymi historiami o odkryciach oraz podbojach. Wizerunek skandynawskich wojowników jest pełen mitów, które często nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. Kim byli naprawdę? Czy nosili hełmy z rogami, jak przedstawia się ich w popkulturze? Skąd pochodzili i czym się zajmowali na co dzień? W tym artykule odkryjemy prawdziwą historię wikingów, ich pochodzenie, zwyczaje oraz wpływ, jaki wywarli na ówczesny świat. Zanurz się z nami w fascynujący świat nordyckich wojowników i odkryj fakty, które pozwolą zrozumieć, kim naprawdę byli.

Czytaj dalej

Komentarze (0)

Wszystkie komentarze: 0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *