Śmierć Baldura nie była jedynie końcem ery światła w Asgardzie; stała się zarzewiem bezlitosnej wendety. W świecie rządzonym przez surowe prawo rodowe intencja ustępowała miejsca czynowi, a każdy dług musiał zostać spłacony krwią. Podczas gdy Asowie tonęli w żałobie, machina zemsty ruszyła, by dosięgnąć obu sprawców tragedii: ślepego boga, który wypuścił strzałę, oraz zdrajcę, który pokierował jego dłonią.
Jednak wyrok na oprawców Baldura zapadł, zanim bóg światła wydał ostatnie tchnienie. Oto historia o okrutnym przeznaczeniu, tajemnicy i o tym, jak Asgard wymierzał sprawiedliwość.
Autorką tekstu jest Iwona Strychalska. Jeżeli tekst pomógł Ci zgłębić wiedzę lub zainspirował do twórczości , zaobserwuj profil Iwony klikając tutaj!
Proroctwo Völvy
Odyn nosił w sobie straszną tajemnicę. On już od jakiegoś czasu wiedział wszystko… Wiedział, że Baldur zginie i że zabije go Höd. Jednak nie mógł nic zrobić. Nie mógł nikomu powiedzieć. Musiał patrzeć, jak jego niewidomy syn nieświadomie staje się katem drugiego dziecka. Jako bóg mądrości rozumiał, że przeznaczenia nie da się oszukać, a interwencja oznaczałaby złamanie świętych praw.
Wszystko zaczęło się wtedy, gdy Baldura zaczęły dręczyć złe sny. Odyn nie czekał. Osiodłał Sleipnira i pognał do krainy zmarłych. Musiał za wszelką cenę dowiedzieć się, czy sny syna są prorocze…
Bramę do Helheimu zagrodził Wszechojcu strażnik Garmr – zakrwawiony, potężny pies, który wył złowrogo na widok boga. Odyn minął go bez wahania. Kiedy dotarł do wysokich progów pałacu bogini Hel, jego oczom ukazał się dziwny widok. Zamiast odrętwienia, które spowijało zwykle królestwo zmarłych, zastał tam gorączkowe przygotowania do wielkiego święta. Ławy były zasłane złotem, łóżka pięknie pościelone drogimi tkaninami, podłogi wysprzątane, a tarcza i puchar czekały na stole. Dla Odyna był to jasny sygnał: Hel spodziewała się kogoś niezwykle ważnego. Kogoś, kogo trzeba przyjąć z królewskimi honorami. Jednak same złocone ławy nie dawały odpowiedzi na pytanie, które mroziło krew w żyłach Wszechojca – czy sny Baldra są nieuchronnym wyrokiem losu?
Odyn wiedział, że Hel nie zdradzi mu swoich planów dobrowolnie, dlatego ruszył dalej. Szukał prawdy, która leżała poza zasięgiem kłamstw i uprzejmości mieszkańców pałacu. Jego celem był smagany lodowatym wiatrem kurhan na wschodnim krańcu Helheimu, w którym od wieków spoczywała potężna Völva (wieszczka).
Wszechojciec stanął nad jej grobem i zaczął śpiewać galdr – potężne i niebezpieczne zaklęcia wskrzeszające. Magią zmusił ducha zmarłej do powrotu do gnijącego ciała. Völva, wściekła i obolała z powodu nagłego przebudzenia, przemówiła z grobu:
– Cóż to za człowiek, mi nieznany, który zgotował mi tę ciężką drogę? Byłam śniegiem zasypana i bita deszczem, rosą moczona; dawno już umarłam.
Odyn nie przedstawił się jako król bogów. Użył imienia Vegtamr („Nawykły do drogi”) i zaczął zadawać pytania, udając zwykłą ciekawość. Pytał o przygotowania w królestwie Hel:
– Dla kogo te ławy złotem wysłane, komnaty pięknie wyszorowane?
– Tu miód dla Baldura uwarzony stoi, jasne napoje, tarcza go przykrywa; w wielkiej rozpaczy są bogów synowie. Zmuszona mówiłam, teraz milczeć chcę.
Odyn jednak nie odpuszczał. Völva, związana magią jego słów, musiała odpowiadać. Wyjawiła plan przeznaczenia, którego nawet bogowie nie mogli zmienić. To wtedy padły kluczowe imiona: Höd jako ten, który zada śmiertelny cios, oraz Vali, syn Rindr, który pomści brata, zanim umyje ręce.
Na samym końcu Odyn zadał pytanie, które go zdradziło. Zapytał o „dziewczęta, co płakać będą i rzucać w niebo końce swoich chust”. To był błąd. Żaden śmiertelnik nie przybywa do Helheimu, by zadawać zagadki dotyczące ostatecznych losów świata. Wieszczka nagle zrozumiała, że pod kapturem wędrowca kryje się sam Wszechojciec. Krzyknęła:
– Nie jesteś Vegtamrem, za którego cię brałam! Jesteś Odynem, starym czarodziejem!
Odyn, widząc, że został rozpoznany, przestał udawać i odpowiedział jej równie ostro:
– Nie jesteś wieszczką, ani mądrą kobietą, raczej trzech olbrzymów tyś matką!
Völva, czując, że magia Odyna słabnie, kazała mu się wynosić. Zapowiedziała, że nikt jej więcej nie obudzi aż do czasu, gdy pękną więzy i nadejdzie Ragnarök. Odyn wrócił do Asgardu ze świadomością, że śmierć syna jest nieunikniona, a on sam właśnie usłyszał wyrok wydany na cały świat.
Poszukiwanie winowajcy
Gdy jemioła przebiła pierś Baldura, a bóg światła osunął się martwy na ziemię, w Asgardzie zapadła cisza, jakiej świat wcześniej nie zaznał. Sagi opisują tę chwilę jako moment, w którym wszystkim bogom odebrało mowę, a ich ręce opadły w bezsilnym paraliżu. Trwali w bezruchu, nie potrafiąc zrozumieć, jak mogło dojść do rzeczy niemożliwej. Pośrodku tej martwej ciszy stał Höd. Był zdezorientowany, nie widząc krwawych skutków swojego czynu, podczas gdy Loki z trudem krył satysfakcję pod maską wymuszonego zdziwienia. Ta gęsta, duszna atmosfera trwała, aż w końcu pierwszy szloch przerwał ciszę. Wtedy Asowie wybuchnęli rzewnym płaczem, który wstrząsnął posadami świata.
Gdy pierwsza fala rozpaczy opadła, wzrok wszystkich spoczął na Hödzie. Choć to jego dłoń wypuściła zabójczy pocisk, bogowie natychmiast pojęli, że to nie w jego umyśle zrodziła się ta zbrodnia. Widzieli jego szczere przerażenie i brak nienawiści. Wiedzieli, że ślepiec został okrutnie poprowadzony przez kogoś innego.
Loki zdradził się sam. W chwili, gdy pozostali bogowie rwali włosy z głowy i tonęli w żalu, on zachowywał chłodny dystans. Był jedynym, który nie uronił ani jednej łzy. Asowie szybko połączyli fakty. Na jaw wyszło, że to Loki stał za plecami Höda, to on włożył mu jemiołę w dłonie i to on wskazał kierunek rzutu, a niewidomy bóg był jedynie narzędziem w jego rękach… Wtedy rozpacz bogów zamieniła się w furię.

Surowe prawo bogów
Niestety, w świecie Asów nie liczyła się intencja, ale sam czyn. Nawet jeśli Höd był nieświadomym narzędziem, krew Baldura była na jego rękach. Prawo rodowe wymagało zemsty. Honor Asgardu został naruszony i tylko śmierć mogła przywrócić zachwianą równowagę.
Odyn nosił w sobie wiedzę o tych wszystkich tragicznych wydarzeniach już od czasu swojej wyprawy do krainy umarłych. Wiedział, że żaden z obecnych bogów nie podniesie ręki na Höda. Wróżba, którą usłyszał nad kurhanem Völvy, była jasna: mścicielem musi być ktoś spoza obecnego układu rodzinnego. Ktoś, kto narodzi się wolny od więzów braterskiej miłości, a jednocześnie będzie nosił w żyłach krew Wszechojca.
Działając zgodnie z tym srogim przeznaczeniem, Odyn uwiódł olbrzymkę o imieniu Rindr. Z tego związku narodził się Vali – bóg powołany do życia po to, by stać się katem. Vali nie był typowym dzieckiem. Dorósł do pełnej siły w ciągu zaledwie jednej doby. Jako mściciel złożył przysięgę: nie będzie mył rąk, nie będzie czesał ani strzygł włosów i nie będzie dbał o swój wygląd. Miał pozostać w stanie „surowym” i nieczystym, dopóki krew Baldura nie zostanie pomszczona.
Vali, mając zaledwie jeden dzień, udał się tam, gdzie przebywał Höd. Bez zbędnych słów wykonał wyrok. Niewidomy bóg zginął od strzały (lub, według innych źródeł, od miecza) młodszego brata, stając się drugą, niemal równie tragiczną ofiarą intrygi Lokiego. Dopiero gdy Höd padł martwy, Vali mógł dokonać pierwszej ablucji – umył ręce i uczesał włosy, co symbolizowało zakończenie misji i powrót do świata cywilizowanych bogów. Stał się wtedy pełnoprawnym członkiem Asgardu.
Uścisk Thora, czyli tajemnica ogona łososia
Loki, czując nadchodzący gniew Asów, uciekł daleko od Asgardu, w wysokie, niedostępne góry. Tam zbudował dla siebie dom, który miał być twierdzą idealną – posiadał cztery pary drzwi wychodzące na cztery strony świata. Bóg kłamstwa całymi dniami siedział pośrodku izby i nerwowo spoglądał w każdym kierunku, by w porę dostrzec grożące mu niebezpieczeństwo.
Przewidując, że bogowie będą szukać go w wodzie, Loki zaczął rozmyślać, w jaki sposób mogą go tam złapać. Wziął lniany sznur i splótł go w oczka, tworząc pierwszą w historii sieć rybacką. Wtedy przez jedne z drzwi zobaczył zbliżających się Asów – Odyn w końcu wytropił go ze swojego tronu Hlidskjalf, z którego widać wszystkie światy. Loki w popłochu wrzucił sieć do ognia, by zatrzeć ślady swoich knowań, przybrał postać łososia i wskoczył do pobliskiego wodospadu Fránangr.
Gdy bogowie weszli do pustego domu, poczuli zapach spalenizny. Kwasir, najmądrzejszy z żyjących istot (powstał ze śliny wszystkich bogów zmieszanej na znak pokoju, więc posiadał mądrość całego panteonu Asów i Wanów), nachylił się nad żarem. Zauważył tam geometryczny wzór – popiół zachował kształt oczek sieci, którą Loki spalił sekundę przed ucieczką. Kwasir natychmiast połączył fakty: bóg kłamstwa stworzył narzędzie do wyciągania życia z wody, a skoro je wymyślił, to znaczy, że sam musiał ukryć się w falach pod postacią ryby.
Bogowie natychmiast upletli własną sieć, wzorując się na wzorze pozostawionym w popiele. To była ironia losu: Asowie użyli wynalazku Lokiego, by go schwytać. Z gotową siecią udali się nad rzekę poniżej wodospadu. Podzielili się na dwie grupy i rozciągnęli sznury na całą szerokość nurtu. Następnie zaczęli iść pod prąd w stronę wodospadu, „czesząc” dno za pomocą sieci.
Loki pod postacią łososia zobaczył zbliżające się niebezpieczeństwo. Położył się płasko na dnie między dwoma kamieniami, dzięki czemu sieć przeszła nad nim, nawet go nie dotykając. Nie schwytawszy niczego, bogowie zrozumieli, że uciekinier musi kryć się tuż przy samym podłożu. Do dolnej krawędzi sieci przywiązali więc ciężkie kamienie, by szorowała ona po piasku i zmuszała rybę do wypłynięcia. Thor wszedł na sam środek rzeki, brodząc w lodowatym nurcie, podczas gdy pozostali Asowie ciągnęli sieć w jego stronę.
Loki był w pułapce: za nim ryczał wodospad Fránangr, przed nim zaciskała się sieć. Wiedział, że tym razem go zmiażdży. Miał dwa wyjścia: albo dać się złapać, albo przeskoczyć nad górną krawędzią sznurów i z nurtem rzeki uciec do oceanu. Postanowił zaryzykować wszystko. Łosoś-Loki wybił się potężnie z wody z wielkim pluskiem, co tylko potwierdziło bogom, gdzie dokładnie znajduje się ich cel.
Wtedy Thor wykazał się nadludzkim refleksem. Skoczył i chwycił rybę w locie. Loki był tak śliski, że o mało nie wyślizgnął się bogu piorunów, ale Thor ścisnął go z całej siły tuż przy ogonie. Mówi się, że właśnie dlatego łososie mają od tego czasu tak wąskie i smukłe zakończenie tułowia – to trwały ślad po potężnym uścisku Thora.

Cena zdrady
Zemsta bogów na Lokim była równie okrutna i mroczna, jak sama zbrodnia, której się dopuścił. Asowie zaciągnęli zdrajcę do ciemnej jaskini, do której sprowadzili również synów Lokiego – Narviego i Valiego. Aby zadać ich ojcu ostateczny ból, zamienili Valiego we wściekłego wilka. W tej nienaturalnej, magicznej formie Vali stracił panowanie nad sobą i rzucił się na brata. Rozszarpał go na kawałki na oczach ojca, a następnie zniknął w mroku, skazany na tułaczkę po kniejach jako wieczny cień na sumieniu Asgardu.
Ale to jeszcze nie wyczerpywało miary makabry. Bogowie użyli jelit Narviego, by przykuć Lokiego do trzech ostrych głazów. Te więzy natychmiast zamieniły się w żelazo, czyniąc ucieczkę niemożliwą. Wtedy wystąpiła Skadi, bogini łowów, która w sercu pielęgnowała nienawiść do oszusta. Pamiętała dobrze, że to on doprowadził do śmierci jej ojca i upokorzył ją przed Asami. Teraz nadszedł czas ostatecznej zapłaty. Nad twarzą skutego boga zawiesiła jadowitego węża. Z pyska gada bez przerwy sączyła się paląca trucizna, kapiąc prosto na oczy i obnażoną skórę skazańca. Każda kropla jadu była jak płynny ogień, przypominający Lokiemu o wszystkich zdradach, których dopuścił się w Asgardzie.
Jedyną istotą, która nie opuściła Lokiego w tej męce, była jego żona Sygin. Trwała przy nim nieprzerwanie, trzymając misę, w którą łapała każdą kroplę jadu, by oszczędzić mężowi bólu. Jednak co jakiś czas naczynie się przepełniało i Sygin musiała odchodzić, aby je opróżnić. W tych krótkich chwilach trucizna spływała prosto na twarz Lokiego. Wtedy wił się z tak straszliwego bólu, że pod jego ciężarem drżała cała ziemia.
Loki pozostał w tej jaskini na wieki, pogrążając się w coraz większej nienawiści do bogów i planując zemstę. Według przepowiedni jego więzy pękną dopiero w dniu Ragnaröku. Wtedy poprowadzi armię umarłych z Helheimu oraz legiony olbrzymów na ostateczną bitwę przeciwko bogom. Zginie tam w pojedynku z Heimdallem – strażnikiem Asgardu – zadając mu jednocześnie śmiertelny cios.
W moich dwóch artykułach poznaliście tragiczne losy bohaterów tej historii, począwszy od śmierci Baldura i jego żony Nanny, przez próbę uratowania ich z krainy umarłych, aż po okrutną karę, którą musieli ponieść ci, których ręce spłynęły krwią. Jestem ciekawa, która postać jest dla Was najbardziej tragiczna? Piękny i niewinny Baldur, zabity ręką brata? Nanna, której serce pękło z żalu? Niewidomy Höd, który poniósł śmierć za zbrodnię, której świadomie nigdy by nie popełnił? Odyn, który skrywał straszną tajemnicę i który nie mógł zmienić nici losu? Loki, skazany na wieczne tortury? Może rozszarpany na strzępy Narvi? Albo Vali, syn Lokiego, zamieniony w wilka i pokutujący za winy ojca? Dajcie znać w komentarzach – jestem bardzo ciekawa Waszych odczuć po tej lekturze.
Komentarze (1)
W moim sercu zawsze jest Loki ❤️